blog.testowka.pl

Archiwum wiadomości z Kwiecień, 2013

Agile pod żaglami

opublikowany przez 24, Kwi, 2013, w kategoriach Agile, Zarządzanie

Cisza na blogu była ostatnimi czasy spowodowana brakiem ciszy na morzu…

Do tego postu zabierałem się od dłuższego czasu zbierając doświadczenia i eksperymentując, poszukiwałem odpowiedzi na pytanie czy żeglowanie może być Agile?

Ci z Was, którzy żeglują zapewne wiedzą, że na jachcie jest ściśle określona hierarchia dowodzenia – jest „Kapitan – pierwszy zaraz po Bogu”, i w najprostszym wydaniu kolejno I, II, III Oficer. Łańcuch dowodzenia stosunkowo prosty. Czy żeglowanie ma cokolwiek wspólnego z Agile?

Koleżanka i jednocześnie kapitan powiedziała mi kiedyś: „Załogant nie myśli, załogant wykonuje rozkazy” i jednocześnie: „Załogant myśli zanim coś zrobi”. Ale o co chodzi? Na jachcie, zwłaszcza w trudnych warunkach to kapitan, ewentualnie oficer jest odpowiedzialny za podejmowanie krytycznych decyzji. Z drugiej strony kapitan czy oficer nie jest w stanie osobiście nadzorować wszystkiego co się dzieje i co robi załoga. Każdy bez wyjątku ma obowiązek wykonywać rozkazy kapitana, ale zanim to zrobi musi dokładnie przemyśleć jak to zrobić oraz jakie mogą być konsekwencje tego co za chwilę zrobi. Jak to się ma chociażby do samoorganizacji?

Żeglowanie – nieważne czy sportowe czy rekreacyjne to praca zespołowa. Nie ma tutaj miejsca dla indywidualistów. Na wielu jachtach, zwłaszcza tych większych nawet proste postawienie żagli wymaga współpracy całej załogi. Na żaglowcach wykonanie zwrotu to zadanie dla kilkunastu osób. Praca musi przebiegać płynnie i każdy musi odpowiedzialnie i sumiennie wykonywać swoje zadania a w razie potrzeby także pomagać innym.

Kapitan czy Manager?

A może Coach? Pływałem z różnymi kapitanami i najlepiej pływało się z takimi, którzy potrafili odpowiednio zmotywować załogę – nie poprzez nadany im autorytet i władzę, ale poprzez odpowiednie podejście. Kapitan musi umieć przekazywać rozkazy – nie rozkazywać – przekazywać rozkazy. Nikt nie lubi – nawet na jachcie, gdy ciągle ktoś na niego krzyczy i KAŻE mu coś robić. Dużo prościej i chętniej wykonuje się dane zadanie jeśli wie się czemu ono ma służyć i jak ważne jest.

Rola kapitana zaczyna się znacznie wcześniej niż wypłynięcie na morze. Kapitan dobiera sobie załogę i musi wziąć pod uwagę wiele czynników. Jak wspomniałem wcześniej załoga musi tworzyć zgrany zespół, by rejs był przyjemny i bezpieczny. Oprócz bezpiecznego doprowadzenia jachtu z punktu A do punktu B, kapitan powinien także dbać o morale załogi i o to by zwłaszcza w rejsach turystycznych wszyscy byli zadowoleni ze wspólnie spędzonego czasu.

Na jachcie, tak jak w projekcie informatycznym powinien cały czas panować porządek – klar. Porządek jest konieczny, gdyż warunki na morzu mogą pogorszyć się w każdej chwili, a wtedy źle sklarowane liny mogą doprowadzić do tragedii. Źle zaształowane jedzenie czy naczynia przy większej fali momentalnie rozsypią się pod pokładem, co może doprowadzić do różnego typu nieszczęść (kiedyś stłukła nam się butelka świetnego rumu, bo ktoś zapomniał domknąć szafkę – żałoba trwała kilka dni, ale mogło być gorzej). Najdrobniejsze detale mają znaczenie. Podobnie w projektach IT jest z jakością.

Podobnie jak w organizacjach IT w załodze jest wiele osób, które doskonale zdaą sobie sprawę z istotności dbania o szczegóły. I podobnie tutaj wiele osób o tym mówi i przestrzega, ale często mało kto coś z tym robi (sam kiedyś zachowywałem się podobnie – zarówno w pracy jak i pod żaglami). Takie osoby postrzegane są jako wiecznie niezadowoleni narzekacze. Jakiś czas temu odkryłem, że pro-aktywność nawet w wykonaniu jednej osoby – nie ważne czy w danym momencie to będę tylko ja – znacznie poprawia komfort (zarówno żeglowania jak i wspólnej pracy). Łatwo jest mówić, dużo trudniej cokolwiek zrobić, zwłaszcza, gdy naokoło wszystko jest przeciwko nam…

Załoga, tak jak dobry agileowy team powinna być pro-aktywna. Czasem zwykłe zrobienie gorącej kawy czy herbaty dla załogi podczas nocnego sztormu niesamowicie podnosi morale. Wystarczy tylko to zrobić – co nie jest łatwe przy dużym rozkołysie i raczej nikomu nie chce się pod pokład schodzić (choroba morska), ale jak ktoś już wykaże się taką inicjatywą to może liczyć na wdzięczność załogi. A już zadania takie jak umycie toalety podczas kilkudniowego rejsu po oceanie to wyczyn nie lada bohaterski 🙂

Rejsy mają to do siebie, że ich trasa bardzo często z różnych przyczyn ulega zmianom. Podobnie jak to jest z pracą nad produktami informatycznymi. Dlatego właśnie żeglując trzeba wykazać się pewną elastycznością i pytania typu: „jak długo jeszcze będziemy płynąć?”, „o której dopłyniemy?”, „gdzie będziemy za 3 dni?” przeważnie pozostają bez odpowiedzi, lub odpowiedź jest niejednoznaczna. Oczywiście zdarzają się tacy załoganci, którzy nie potrafią tego zaakceptować i oczekują konkretnych planów rejsów najlepiej z rozpiską na godziny. Są też i kapitanowie, którzy dla świętego spokoju ściemniają mniej lub bardziej prawdopodobne terminy swoim załogom/klientom.

Czy żeglowanie jest Agile? Nie wiem…. Ale na pewno przez ostatnich kilka lat nauczyło mnie wielu rzeczy, które wykorzystuje na co dzień w swojej pracy Coach i Managera, nie wspominając o innych aspektach mojego życia.

PS: Jeśli ktoś z Was nie ma jeszcze planów na weekend majówkowy to mamy jeszcze 2 wolne miejsca na łódce którą prowadzę po Balearach w przyszłym tygodniu – więcej informacji tutaj lub piszcie na maila ;-).

Dodaj komentarz więcej...