blog.testowka.pl

Szkolenia finansowane przez UE – dlaczego ich nieznoszę?!

opublikowany przez 10, Paź, 2013, w kategoriach Praca

8474532085_6d010ee8d0_c
Jako trener czasami mam (wątpliwą) przyjemność prowadzić szkolenia finansowane z funduszy europejskich.

Wydawało by się, że dla większości uczestników takie szkolenia nie różnią się niczym od normalnych szkoleń. Z perspektywy trenera również nie powinno być żadnej różnicy. Niestety jest jednak zupełnie inaczej.

Szkolenia finansowane z funduszy UE przeważnie są dużo gorsze zarówno dla uczestników jak i trenerów. Niektórzy z Was zapewne powiedzą, że nie powinienem się wypowiadać na ten temat, gdyż przecież za to mi płacą – nieważne czy z konta firmy, w której szkole czy z funduszu otrzymanego z UE. Dla wielu jest to być może obojętne – dla mnie jednak nie. Nie przywykłem do dostarczania klientom byle czego, a właśnie tego oczekuje się ode mnie przeważnie, gdy szkolenie jest realizowane w ramach projektów unijnych.

Dlaczego tak jest?

Każde szkolenie to projekt – aby firma mogła dostać dofinansowanie do szkolenia musi najpierw napisać wniosek o dofinansowanie takiego szkolenia. Przeważnie odpowiedzialne za to są w firmach działy HR, tudzież zatrudnia się do tego zewnętrzną firmę. Wniosek taki musi spełniać szereg warunków. Między innymi musi się w nim zawierać cena szkolenia, jego nazwa, dokładny program, etc. Na tej podstawie firma ubiegająca się o dofinansowanie musi później zorganizować przetarg i wybrać najkorzystniejszą opcję – przeważnie tą, która jest najtańsza. Czasem zdarza się, że we wniosku zawarte zostały dodatkowe, bzdurne wymagania, które z góry eliminują wielu dostawców szkoleń.

Niestety, gdy o wyborze szkolenia decyduje cena, to często dochodzi do przypadków w których, klient jedynie marnuje czas swoich pracowników. Tak na przykład już zdarzało mi się „poprawiać” po pewnym bardzo tanim szkoleniu ze Scrum. Jednym z warunków we wniosku napisanym przez firmę X, było to, że uczestnicy zdadzą egzamin PSM I. Ups, na kilkanaście osób po „bardzo tanim szkoleniu Scrum” nikt nie miał na egzaminie więcej niż 45% (na wymagane 80%). Firma musiała jednak coś z tym zrobić, gdyż to szkolenie było częścią dużego projektu, na który dostali dużo kasy z UE. Pieniądze te w przypadku niepowodzenia i niespełnienia wymagań projektowych musieli by zwrócić. Kolejnym ciekawym przykładem było „zaawansowane szkolenie z Selenium” (za 1000zł), na którym trener głównie pokazywał Selenium IDE. Zaawansowane nie?! Już więcej się z mojego kursu na stronie nauczycie ZA DARMO!!.

Brak analizy potrzeb – niestety z moich doświadczeń (na bazie naprawdę wielu zapytań, które do nas spływają) wynika, że firmy wnioskują o beznadziejne, nikomu niepotrzebne szkolenia. Często jest to sztuka dla sztuki. Zdarzają się nawet przypadki, gdzie taki program szkoleń dla danej firmy układa zupełnie zewnętrzna firma, której w zasadzie nie obchodzi to czego ich klient potrzebuje – najważniejsze, by zrobić jak najwięcej szkoleń i odciąć dla siebie procenty za pośrednictwo w realizacji.

Szkolenia, o które często wnioskują firmy przeważnie nijak mają się do ich potrzeb, a we wnioskach pisze się albo ogólnikowo, albo (przeważnie) wręcz odwrotnie wymienia się wszystko, co przyjdzie organizatorom do głowy. Na przykład kiedyś dostaliśmy zapytanie o szkolenie z: testowania w agile, automatyzacji testów (selenium, jmetter, soapui, junit i kilka innych), narzędzia w testowaniu (jira, mantis i kilka innych), zarządzania testami, TDD i jeszcze paru innych tematów. Początkowo myślałem, że mam problemy z czytaniem ze zrozumieniem i leży przede mną zapytanie o co najmniej 6-10 dni szkoleniowych – pomyślałem, że to może być niezły interes. Niestety myliłem się… Szkolenie miało być jedno i jednodniowe.

Oczywiście zdarzają się wyjątki od tej reguły.

Brak analizy rynku szkoleń – naprawdę w wielu przypadkach miałem do czynienia z zapytaniami o certyfikowane szkolenia Scrum, w których warunkiem było zrobienie takiego szkolenia za 1000 zł/dzień dla na przykład 16 osób – oczywiście cena z egzaminem. Prawda jest taka, że nawet przy dobrych chęciach i potężnym nadmiarze wolnego czasu nie opłacało by się to żadnemu profesjonalnemu trenerowi. (W przypadku PSM dola dla Scrum.org za uczestnika  + wysokie koszty licencji trenera spokojnie przekraczają dzienną stawkę, w przypadku „niezrzeszonych” trenerów cena egzaminu to 100$/osoba). Zdarzały się też zapytania o szkolenia w kwocie 300-400 zł za dzień – często w oddalonych od trenera miastach. No wybaczcie, ale spokojnie więcej jestem w stanie zarobić na etacie w korporacji – nie opłaca mi się tyłka ruszać. Podsumowując zapytania, które przychodzą są przeważnie znacznie poniżej cen rynkowych, dlatego jakość tego typu usług jest przeważnie wątpliwa.

Co możemy z tym robimy? – nie jest na szczęście tak, że wszystkich klientów, którzy wysyłają do nas zapytania opatrzone logotypem UE odsyłamy z kwitkiem. Czasem udaje nam się delikatnie nagiąć tematykę szkolenia tak, by w ramach wniosku zrealizować, coś czego firma potrzebuje – oczywiście na podstawie dogłębnej analizy potrzeb jaką musimy sami przeprowadzać. Czasami jest to jednak niemożliwe.

Bezsensowna papierkologia – szkolenia dofinansowane z UE wiążą się bezsensowną papierkologią. Zarówno dla organizatorów oraz trenerów jak i uczestników. Wypełnianie ankiet, pre-testów, post-testów, kolejnych ankiet i innych badziewi to przeważnie około godzina lub dwie z czasu szkolenia. Bardzo cenna godzina, podczas której można by zrealizować ciekawy materiał. Dodatkowo formalności po stronie trenera i organizatora szkolenia zajmują przeważnie około jednego dnia! Naprawdę nie opłaca mi się robić tych szkoleń tanio.

Generalnie właśnie z tego powodu od teraz cena wszystkich szkoleń, które prowadzę wzrasta o 20% dla przetargów z logiem UE.

No dobrze, ale co możemy z tym zrobić? – no to sobie ponarzekaliśmy… Przydało by się coś konstruktywnego jednak. Mam zatem dla Was propozycję – jeśli będziecie chcieli napisać wniosek o szkolenie finansowane przez UE dajcie nam znać. Zupełnie za darmo porozmawiamy z Wami i pomożemy Wam przynajmniej wybrać tematykę takiego szkolenia, która będzie odpowiadała Waszym potrzebom i możliwościom. Piszcie na szkolenia@codesprinters.com . W takich przypadkach mogę nawet odpuścić wspomniane 20% :).

———————————————————–
UPDATE: Powyższy wpis wywołał kilka komentarzy (niestety off-line więc ich tutaj dosłownie nie przytoczę). Dla tych dla których powyższe nie było wystarczająco jasne – nie chodziło mi o to, że szkolenia finansowane przez UE są ZAWSZE ZŁE i BEZWARTOŚCIOWE. Powyższy post jest jedynie przestrogą i wskazówką jak nie należy tego robić. W wielu przypadkach, dla wielu organizacji dofinansowania tego typu to jedyny sposób na to, by w ogóle jakiekolwiek szkolenia w organizacji zorganizować. Generalnie chodzi mi tylko o to, by robić to z rozsądkiem i nie wyrzucać pieniędzy i czasu w błoto.


3 Comments for this entry

  • dizzy

    Kompletnie zgadzam się z powyższym wpisem. Sama kiedyś zajmowałam się freelancerskim pisaniem wniosków jak również z takowych sama korzystałam. Ich jakość jest delikatnie mówiąc słaba. Większość rzeczy można przeczytać nawet na wikipedii. Braki po stronie programu są zarówno merytoryczne jak i, że tak powiem, objętościowe.
    Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie dość irytuje. Moja ponad 50 letnia znajoma jest na bezrobociu. Wcześniej prowadziła własny biznes przez wiele lat, ale konkurencja ją z niego po latach usunęła, więc była zmuszona „zapisać się na bezrobocie”. Któregoś pięknego razu dostała zaproszenie na cykl szkoleń (oczywiście realizowanych w ramach POKL-a). Chodziła na szkolenia przez 2 tygodnie. I czego się na nich nauczyła? Otóż tego jak się ubierać, jak się malować, jak powinno wyglądać dobre CV, jakie pytania pojawiają się na rozmowach kwalifikacyjnych. Ja się pytam – po jakiego grzyba dziewczyna ma znać te rzeczy, jeśli nawet na taką rozmowę nie zostanie nigdy zaproszona z powodu braku dostatecznej znajomości komputera? Dziewczyna nie zna podstawowych programów komputerowych w stopniu wystarczającym by na przykład dostać pracę biurową (jej biznes jakoś nigdy nie wymagał znajomości komputera). W związku z czym może i wie po tym szkoleniu co umieścić w CV (mimo, że w sieci na ten temat jest cała kopalnia), ale nie ma bladego pojęcia jak się obsługuje Worda, więc kto jej to CV napisze? Tak samo obsługa innych programów. Nie zna ona również języka angielskiego. Dodam, że gdyby miała fundusze to chętnie by się zapisała na jakieś kursy. Ale nie ma. Nie rozumiem tych unijnych inicjatyw. Już tymbardziej tych oferowanych przez Urząd Pracy, któremu najbardziej powinno zależeć żeby ludzie zdobywali przydatne umiejętności i pracę. Firmy i instytucje piszą wnioski by dostać fundusze na szkolenia byle tylko wyciągnać kasę z UE i sami sobie na nich zarobić. Nie patrzą na to, że to co oferują to pozbawione sensu szkolenia, z których człowiek nic konkretnego nie wyciągnie. Szkoda, że tyle pieniędzy unijnych się przez to marnuje. A celem całych Funduszy Unijnych miało być podniesienie zatrudnienia i innowacyjności w Unii.

  • Balcer

    Ot i widzę, że dotknięty został czyjś czuły punkt. NA pewno wyznacznikiem zamawiania szkolenia nie powinna być tylko jego cena, a np. poprawa kompetencji szkolonych. Tylko jak ją cwanie zmierzyć: chyba poprzez zmianę ich wynagrodzeń po roku od chwili szkolenia. Bo gdyby to miały być zmiany w wynikach testów przed i po szkoleniu, to co cwańsi prowadzący umawialiby się z kursantami, by test przed szkoleniem rozwiązywali z kostką do gry, a na drugi dyktowaliby odpowiedzi. Jak to życie pokazuje, nieprzemyślane kryteria da się obejść 🙂

    Mój stosunek do wykorzystania środków pochodzących z naszych podatków, a wykorzystywanych przez UE jest taki, jaki wyraził Tad Witkowicz w swoim najpopularniejszym wykładzie dostępnym na YouTube … sami posłuchajcie 🙂

  • warszawianka

    Ciekawy wpis, jest nad czym się zastanowić

Skomentuj