blog.testowka.pl

Technologie

Żeby pobrać Windowsa trzeba mieć… Windowsa

opublikowany przez streser 16, mar, 2010, w kategoriach Technologie, Uczelnia, Z zycia

Jako że jestem studentem (nadal, jeszcze, znowu itd :-) ) postanowiłem wykorzystać ten fakt i skorzystać z możliwości pobrania “darmowego” Windowsa. Darmowego i jak najbardziej legalnego zgodnie z licencją MSDNAA E-Academy License Management System (ELMS), która to przysługuje mi z racji bycie studentem na mojej Uczelni.

Pomijam fakt, że podczas rejestracji w cudownym systemie ELMS hasło, które podawałem przy pierwszej rejestracji zostało mi przesłane ponownie drogą mailową, niczym nie zabezpieczonym plain textem. Ot taki mały security sic problem, ale w systemach z pod znaku M$ nic takiego nie jest mnie już w stanie zaskoczyć.

Po wypełnieniu papierków na uczelni – podpisaniu umowy (oczywiście w języku angielskim, którego przecież mógłbym nie zrozumieć, ale kogo to obchodzi) dopełniłem rejestracji klikając w link aktywacyjny i logując się na moje konto w MSDN Academic Alliance Software Center. Pierwsze zdziwienie nastąpiło, gdy okazało się, iż jest to marna przeróbka sklepu internetowego Micro$oftu, w której aby coś pobrać, podobnie jak w sklepie najpierw muszę dodać to do koszyka, po czym zatwierdzić “zakup” (nawet niektórych tekstów nie pozmieniali). Na szczęście w miejscu cen było “Free”. Po dokonaniu “zakupu” polskiej wersji Windows XP Proffessional (Single User) na ekranie wyświetliła się instrukcja by kliknąć w link “download” co też uczyniłem. Możecie sobie wyobrazić moje zaskoczenie (albo jego brak),.gdy okazało się, iż aby ściągnąć Windowsa musże najpierw zainstalować aplikację Windows_XP_ISO_Downloader.exe. W skrócie, by zainstalować Windowsa potrzebuję Windowsa, który tą aplikację obsłuży.

Żeby nie było, że tak łatwo się poddałem spróbowałem uruchomić “downloadera” używając do tego celu Wine. Po chwili niepewnośći moim oczom ukazał się poniższy obrazek:

Treść powyższego dość jednoznacznie sugeruje, że jest to nie tylko dowloader ale i installer Windowsa. Nie zważając na ryzyko (wykorzystując defaultowe C:\Temp – z ciekawości co się stanie) przeszedłem do następnego kroku.

Ściąga się… W sumie zastanawiam się jak to możliwe, gdyż nie odpaliłem Wine jako root (może ustawiłem to gdzieś, kiedyś tylko o tym zapomniałem). Poczekamy na efekty za kilka minut…

Obraz ISO z Windowsem ściągnął się. Przynajmniej tak twierdzi ta wspaniała aplikacja. Osobiście nie udało mi się odnaleźć tego pliku na moim dysku. No nic… Raz się żyje – klikam “Launch”. I… Stało się to czego się w sumie spodziewałem wysypał się Wine. Może właśnie problemem był brak uprawnień do pisania po dysku, albo nieistniejąca ścieżka do katalogu. Chyba wypadało by sprawdzać takie rzeczy przed narażeniem użytkownika na kilkugodzinne bezcelowe ściąganie pliku.

Efekt końcowy dość przewidywalny. Być może jest jakiś sposób na efektywne pobranie Windowsa przy użyciu Linuksa, ale niestety nie mam teraz czasu by się tym zajmować. Powyższy eksperyment został przeprowadzony na potrzeby niniejszej notki, a sprowokował go kolega, który miał problemy z samym ściągnięciem Windowsa nie mówiąc o jego instalacji przy użyciu powyższego narzędzia.

PS: Powyższa notka powstawała w trakcie wykonywania opisywanych w niej czynności. Na początku nie wiedziałem jak to się skończy. :-)

Miało być tak pięknie a jest jak zawsze… Niezastąpiony M$ nigdy Cię nie zawiedzie…

2 komentarze więcej...

Nieuczciwy monopol Microsoftu – czyli jak odinstalować IE?

opublikowany przez streser 30, gru, 2009, w kategoriach Praca, Technologie

Dużo się mówi i pisze ostatnio o nieuczciwych praktykach Microsoftu, a mianowicie o monopolistycznym podejściu do przeglądarek internetowych instalowanych wraz z Windowsami. Niby wywalczono już jakieś ustępstwa ze strony Microsoftu, które mówią o tym, że podczas instalacji Windowsa będzie możliwość wyboru przeglądarki internetowej. Niemniej jednak natrafiłem ostatnio na bardzo istotny problem związany z Internet Explorerem, otóż zaczęło się od tego, że potrzebowałem zainstalować na komputerze starszą wersję Internet Explorera (zainstalowany był IE8). Niestety okazało się, że nie jest to tak trywialne jak mogło by się wydawać. Pierwsza próba ściagnięcia i odpalenia instalatora IE6 skończyła się komunikatem “Nowsza wersja Internet Explorer jest już zainstalowana na tym komputerze”. Z ciekawości spróbowałem jeszcze zainstalować IE7, niestety z takim samym skutkiem. Ponieważ potrzeba posiadania IE6 zainstalowanego na moim Windowsie XP była dość paląca nie mogłem się tak łatwo poddać, więc zgodnie z powiedzeniem “potrzeba matką wynalazku” postanowiłem usunąć najnowszą wersje IE i zainstalować starszą. Wszystko było by ok, gdyby nie jeden szczegół – pełne odinstalowanie Internet Explorera z Windows XP jest niemożliwe. Próbowałem chyba wszystkiego – począwszy od odnistalowania IE za pomocą Menagera Aplikacji, skończywszy na ręcznej próbie usunięcia katalogu z Internet Explorerem z dysku (nawet w trybie awaryjnym jest to niemożliwe). Próbowałem także wyłączyc wszystkie procesy, które mogły by blokowac usunięcie plików IE, niestety nie udało się. Koljnym krokiem było wygooglowanie rozwiązania, które skończyło się odnalezieniem informacji o tym, iż IE można jedynie wyłączyć w Systemie Operacjnym, ale nie ma możliwości jego odinstalowania, gdyż jest on nieodłącznym składnikiem systemu, który jest wykorzystywany między innymi przez usługę Live Update. Po wyłączeniu IE nadal nie było możliwości zainstalowania starszej wersji – ten sam komunikat.

Niestety Microsoft nie pozwala nam na zrobienie kroku wstecz i cofnięcie się do starszej wersji Internet Explorera. Pozostaje tylko jedno rozwiazanie – zainstalować aplikację Multiple IE, która pozwala nam na korzystanie ze starszych wesji IE.

2 komentarze więcej...

Pierwsze spojrzenie na Google Chrome OS (beta)

opublikowany przez streser 21, lis, 2009, w kategoriach Technologie

Ten post pisany jest z Google Chrome OS…

I stało się – Google udostępniło źródła Chrome OS, a w Sieci pojawiły się pierwsze obrazy tego systemu. Postanowiłem na własnej skórze (a raczej pececie) sprawdzić czym jest to co ma zrewolucjonizować korzystanie z komputerów osobistych. Po ściągnięciu gotowego wirtualnego dysku z zainstalowanym OSem i odpaleniu go w VirtualBoxie nastąpiło pierwsze miłe zaskoczenie: około 25 sekund i już – system gotowy do pracy.

Spróbujmy nasze rozważania skupić nad samą ideą Chrome OS. W zasadzie nie można go porównywać do Windowsa czy np. Ubuntu, gdyż zgodnie z założeniami Chrome OS jest czymś w rodzaju przeglądarki internetowej wzbogaconej o różne właściwości systemu, a nie systemem operacyjnym w pełnym znaczeniu tego określenie. Według twórców Chrome OS będzie dostępny w sprzedaży tylko razem ze sprzętem, co sprawi, iż będzie on skierowany do wąskiej (niekoniecznie) grupy odbiorców. W Chrome OS wszystko skupia się wokół przeglądarki i Internetu. Wizjonerzy z Google proponują by użytkownicy zrezygnowali z przechowywania danych na swoich dyskach lokalnych na rzecz korzystania z serwerów i aplikacji Google i nie tylko. Pomijając wszechobecną paranoję (mniej lub bardziej uzasadnioną) ogarniającą pewne grupy użytkowników Internetu pomysł wydaje się być całkiem niezły. Gdy dobrze przeanalizujemy zawartość Sieci, oraz wszystkie dostępne w niej aplikacje to okaże się, że oprogramowanie zainstalowane na naszych komputerach można by w całości zastąpić tym dostępnym w Internecie. System operacyjny wydajnie korzystający z zasobów Sieci, porzucający standardowy sposób wykorzystywania komputerów osobistych wydaje się być naturalnym kolejnym krokiem w ewolucji tychże komputerów.

W związku z błyskawicznym rozwojem Internetu zmienia się poziom jego abstrakcji a Google wraz z Suse postanowili wyjść temu na przeciw. Jak mawia pewien profesor z którym mam wykłady z Architektury Systemów Komputerowych “Człowiek tak na prawdę nie wymyśla niczego nowego, wszystko co tworzy, tworzy na podobieństwo czegoś co już istnieje”. Zgodnie z powyższym można przyjąć, że system operacyjny można było porównać do biurka pracownika, na którym można znaleźć wszystkie potrzebne do pracy narzędzia, Internet był z założenia połączeniem wielu biurek – jakimś rodzajem systemu przesyłowego/kurierskiego, a Google tworząc swoje aplikacjie takie jak GoogleDoc, GoogleCalendar, GoogleWave etc., przeniosło biurka do Sieci.

Po kilku godzinach zabawy Google OS jestem skłonny stwierdzić, że pomysł może się przyjąć, ale na razie byłbym ostrożny w spekulacjach na temat tego czy system ten jest w stanie wyprzeć obecnie używane Windowsy i Linuxy.

Samo zjawisko ewolucji Internetu jest tematem niesamowicie ciekawym i będę chciał poświęcić mu pewnie jeszcze niejedną notką.

Dodaj komentarz więcej...

Dlaczego nie lubię IE?

opublikowany przez streser 18, lis, 2009, w kategoriach Technologie, Testowanie, Usability

Do tej notki zainspirowały mnie ruch We don’t support IE i jemu podobne, oraz wieści o nadchodzącej premierze Internet Explorer 9. Dla mnie czyli testera między innymi stron internetowych świadomość pojawienia się kolejne przeglądarki spod znaku błękitnego “e” oznacza tylko jedno – więcej żmudnej pracy przy testach cross-browser. IE 9 to najprawdopodobniej jeszcze jeden “badziew”, którego twórcy tylko słyszeli o czymś takim jak standardy W3C, ale o ich przestrzeganiu nie ma mowy. Przecież IE i tak ma 33% rynku w Polsce, a na świecie około 37%  więc kto by się tym przejmował. Na szczęście w ciągu ostatniego roku ilość użytkowników przeglądarek od wuja Billa spadła o około 10% i miejmy nadzieję, że ten trend się utrzyma.

Dobrze, ale dlaczego nie lubię IE? Odpowiedź jest prosta – gdy mam do sprawdzenia kompatybilność jakiejś strony z kilkoma przeglądarkami to wyniki takich testów przeważnie wyglądają mniej-więcej tak:

Załóżmy, że strona była tworzona dla FireFox 3.* (Przeważnie tak jest chociażby ze względu na ilość dostępnych dodatków dla deweloperów do tej przeglądarki), więc zakładamy po przetestowaniu, że ta przeglądarka jest naszym wzorcem – zgodność oczekiwań 100%.

Zaczynamy testy w innej przeglądarce, powiedzmy starsza wersja FF 2.*  zazwyczaj znajdziemy jakieś drobne uchybienia związane raczej z ewolucją standardów (czasem nie do końca przestrzegana jest kompatybilność wstecz) wyniki takich testów utrzymują się przeważnie na poziomie 95%+.

Weźmy inną przeglądarkę niech to będzie Opera w najnowszej wersji – jeśli chodzi o CSS to możemy być prawie pewni, że wszystko jest ok, może czasem wystąpić jakiś błąd, ale to już nasza wina, że zaimplementowaliśmy coś niezgodnie z obowiązującymi standardami (wynika to z tego, że twórcy Opery są mocno związani z twórcami samego CSS i raczej przestrzegają swoich standardów), możemy się spodziewać kilku drobnych problemów z Java Scriptami, ale nic strasznego – wyniki testów około 92%+.

Przejdźmy do naszego ukochanego IE, zacznijmy od IE6 – ludzie nadal tego używają (około 10% rynku). Nawet nie chce mi się opisywać co jest nie tak: Java Scripty częściej nie działają niż działają, nie jest obsługiwana przezroczystość dla obrazków w formacie .png, CSSy dla FireFoxa można wyrzucić i trzeba pisać od nowa itd… Zgodność IE6 z oczekiwaniami 50%-, czasem tych stron po prostu nie da się otworzyć. Odrobinę lepiej jest w IE7 (obcenie największy odsetek wśród użytkowników Internet Explorera), niemniej jednak nadal względnie liczne problem z Java Scriptami. Nie wspomnę o tym, że w IE w ogóle wszystko zawsze wygląda inaczej i jeśli chodzi o CSS to nasze usilne starania by dobrać odpowiednie marginesy, paddingi i grubości ramek by wszystko wyglądało tak jak należy (w FF) w Internet Explorerze 7 będziemy musieli zapewne powtórzyć. Zgodność z oczekiwaniami około 75%+. Obecnie najnowszą wersją omawianej przeglądarki jest wersja nr 8. Tutaj widzimy już znaczącą poprawę, ale nadal czasem występują problemy z Java Scriptami, względnie mniejsze z CSS. Pomimo wszystko dość często zgłaszam błędy związane z tą przeglądarką, więc ogólna ocena na około 85%-.

Tak znaczące różnice oznaczają zwiększenie całkowitej pracy całego zespołu o kilkadziesiąt procent…

Powyższe oceny są dosyć subiektywne i opierają się na moich testerskich doświadczeniach z powyższymi przeglądarkami. Nie wspomnę już o tym, że IE przed wersją 8 był znacznie wolniejszy od pozostałych przeglądarek. Jedynym atutem jest, to że dzięki ładowaniu podczas startu systemu dużo szybciej uruchamia się za pierwszym razem. Niemniej jednak wadą IE jest to, że można go używać jedynie pod Windowsami.

Tak, zdecydowanie nie lubię Internet Explorera. Niemniej jednak ze względu na jedną trzecią udziałów w rynku jesteśmy zmuszeniu dostosowywać nasze aplikacje do pseudo standardów Microsoftu. Pojawienie się kolejnego Internet Explorera oznacza dla mnie zwiększenie ilości testów o jakieś 20% – testów które i tak są już redundante (dla FF2, FF3, IE8 i IE 7). Także wielkie dzięki. Może przynajmniej IE9 wyprze IE6, ale szanse na to są małe, gdyż IE6 jest głównie używane w korporacjach, a tam procedury zmiany narzędzi są dość skomplikowane, a poziom świadomości technicznej osób za to odpowiedzialnych jest raczej niski. Można śmiało stwierdzić, że ze względu na zwiększenie ilości pracym a co za tym idzie czasu, który jest potrzebny by wypuścić jakąś stronę/aplikację na rynek nieprzestrzeganie przez twórców przeglądarek tego typu wszystkich ustalonych wcześniej standardów stanowi świadome lub nie opóźnianie rozwoju Interntetu, co w dzisiejszych czasa oznacza spowolnienie rozwojuz cywilizacyjnego, na który Internet ma dość duży wpływ. Może za tym wszystkim stoją szlachetne idee zmiany świata przez gości z Microsoftu. Przypomina mi się pewne powiedzenie: “Chcesz zmienić świat na lepsze – zacznij od siebie”.

6 komentarze więcej...

PyConPl’09 – Python oczyma testera.

opublikowany przez streser 28, paź, 2009, w kategoriach Inne, Praca, Technologie, Z zycia

Ostatnio miałem okazje uczestniczyć w konferencji PyConPl’09 poświęconej programowaniu w pythonie (i nie tylko). Konferencja odbyła się w ośrodku wczasowym “Gwarek” w  malowniczym Ustroniu. Kto był ten wie jak było, a kogo nie było niech czyta i zazdrości ;-) .

Pokuszę się o  krótkie streszczenie tego co według Testera było ciekawe.

Piątek 16 X 2009:
Niesamowicie ciekawy wykład Wesley’a Chuna o referencjach i modelach pamięci w pythonie. Podczas tego wykładu wreszcie udało mi się w pełni (mam nadzieję) zrozumieć idee alokacji pamięci nie tylko podczas programowania w Pythonie. Poza tym na uwagę zasłużyło stwierdzenie Wesley’a – “Wy jesteście młodzi i to do Was należy przyszłość świata”, miało ono sens ponieważ zostało poparte niewątpliwym przykładem w osobie samego Wesley’a który te słowa usłyszał kilka/kilkanaście lat temu od jednego ze swoich nauczycieli i teraz polata jak spojrzał wstecz i podsumował to co udało mu się osiągnąć (kilka książek o Pythonie, wykłady, prelekcje, szkolenia) to faktycznie wniósł jakiś wkład w przyszłość świata.

Sobota 17 X 2009:
Dzień zaczął się od warsztatów Pair Programing i TDD prowadzonych przez Konrada Delaga i Krzysztofa Goja, o ile do Pair Programing (patrząc z boku) jestem dość sceptycznie nastawiony o tyle TDD uważam za podstawę prowadzenia projektów agileowych. Niemniej jednak ponieważ TDD jest u nas w firmie na porządku dziennym i mamy w  tym spore doświadczenie to same warsztaty dla mnie osobiście nie były interesujące (może po części też dlatego, że jednak wymagały umiejętności programowania w Pythonie). Ale brawa dla chłopaków, bo tego typu praktyki trzeba jak najbardziej propagować, jeśli chcemy zapewnić wysoką jakość tworzonych a zwłaszcza rozwijanych aplikacji.

Kolejną dość ciekawą prelekcją było zagadnienie praktycznego wykorzystania Pythona we współczesnych systemach pomiarowych używanych w laboratoriach fizycznych. Prelekcje poprowadził Paweł Nita. Duży plus za pokazanie praktycznego wykorzystania języka.

Następnie bardzo interesujący wykład Marcina Mierzejewskiego o dataminingu i przewidywaniu przyszłości za pomocą Python i Orange. Dla mnie wykład był o tyle interesujący, że po dwóch latach studiów Informatyki i Ekonometrii wreszcie ktoś pokazał mi na prawdę proste ale bardzo efektywne zastosowanie podstaw metod ekonometrycznych i statystycznych. Oczywiście aspekt wykorzystania pythona do tworzenia modeli, które przewidują przyszłość obliczając trendy i inne tego typu rzeczy pokazuje kolejne praktyczne i wydajne zastosowanie tego języka. Sam temat dataminingu jest wart zainteresowania i w mitycznej wolnej chwili na pewno postaram się poszerzyć swoja wiedzę w tym temacie.

A po obiedzie był Adam Zieliński współtwórca serwisu dla kinomaniaków Filmaster.pl. I tutaj przeżyłem szok, gdy usłyszałem, że w serwisie, którego kod jest otwarty nie napisano prawie żadnych testów. Ja bym się wstydził pokazywać innym coś takiego i raczej bym się z tym krył. Niemniej jednak serwis świetny i wart polecenia.

Niedziela 18 X 2009:
Niedzielny poranek rozpoczął Jarosław Zgoda prezentacją o WSGI której konkluzją była idea wykorzystywania istniejących już rozwiązań a nie próba wynajdywania koła od nowa. Prezentacja bardzo wartościowa zwłaszcza dla początkujących programistów, którzy zawsze wiedzą lepiej

Wartym uwagi był też wykład Mrka Gajdy o tworzeniu prostych gier w Pythonie i nie tylko. Chyba nawet złapałem bakcyla, może to fajny pomysł na nowe hobby.

Podsumowanie: Konferencja na pewno pozostawiła pozytywne wrażenie – ciekawa tematyka i świetni ludzie. Kilka minusów organizacyjnych: bardzo marny internet, prąd którego dosyć często brakowało, ciasna i duszna sala etc. ale na plus świetna lokalizacja i doskonałe jedzenie ;-) . Mała dygresja – czemu można zorganizować konferencję dla programistów pythona której koszt to około 300 zł, a nie można zorganizować konferencji dla testerów za mniej niż 1000zł? :-|

A i oczywiście podziękowania dla Code Sprinters i Andy’ego za zasponsorowanie naszego udziału w konferencji.

4 komentarze więcej...

Czy testerzy są potrzebni?

opublikowany przez streser 29, sie, 2009, w kategoriach Agile, Automatyzacja, Praca, Technologie, Testowanie

Wiele razy słyszałem (z różnych ust), że testerzy są niepotrzebni… Muszę się z tym zgodzić… (!?)

(…teraz strzelam sobie zawodowego samobója ;-) )

Jeśli spojrzymy na współczesne metodologie wytwarzania oprogramowanie (mowa głównie o agile) możemy dostrzec zanik roli testera w projekcie. Zwykłe przeklikiwanie się przez aplikację już nie wystarcza by sprostać wymaganiom stawianym przez współczesnych klientów – aplikacje mają być w pełni modyfikowalne i rozwijalne w dowolnym kierunku (i przeważnie są wielokrotnie modyfikowane i rozwijane), popularność zyskuje nawiązanie do prototypowania, gdzie w celu sprawdzenia czy dana aplikacja/serwis zdoła przyciągnąć uwagę klientów, najpierw wypuszcza się jego okrojoną wersję w celu zdobycia informacji na temat zapotrzebowania klientów, a dopiero później rozwija się serwis w kierunku wyznaczonym przez potencjalnych klientów. Gdy w aplikacji następuje wiele częstych zmian zwykłe klikanie staje się mało opłacalne. Jeśli np. mamy  do czynienia z serwisem społecznościowym w którym zmiany są publikowane co tydzień, ilość potrzebnych testów i możliwych scenariuszy jest tak duża, że wymagane jest zatrudnianie coraz więcej testerów.

W większości zwinnych metodologi podstawą są automatyczne testy, czy to unit testy, czy testy integracyjne zasadniczo pisane przez programistów, więc gdzie tu miejsce dla testera? Oczywiście, tester przydaje się do wykonania testów akceptacyjnych, ale to tak na prawdę szybka robota w porównaniu do długości całego cyklu wytwarzania oprogramowania. Na szczęście mało kto zdaje sobie sprawę z konieczność zapewnienia odpowiedniego – maksymalnego (w granicach rozsądku) pokrycia kodu testami (o tym innym razem),  dzięki temu testerzy mają jeszcze co robić… Testy akceptacyjne, testy sprawdzające warunki odbioru produktów będą zawsze potrzebne, więc zawód testera raczej nie zaniknie, zmienią się, zostaną okrojone jedynie jego zadania i kompetencje. Może to trochę czarna wizja przyszłości niemniej jednak jest to wizja prawdopodobna.

W dobie automatyzacji w każdej dziedzinie życia, praca testera też zostanie zastąpiona przez maszyny, testy automatyczne, konkretniej funkcjonalne testy automatyczne. W przypadku aplikacji www testy mogą być wykonywane np. przy pomocy Selenium lub innych narzędzi, gdy mamy do czynienia z aplikacjami desktopowymi np. przy użyciu TestComplete…  Narzędzia tego typu jeszcze do niedawna niedoceniane coraz bardziej zyskują na popularności i zwiększa się ich ilość. Właśnie przeczytałem o czymś co nazywa się AutoIT (ale o tym też innym razem, jak już to wypróbuje). Dlatego w projektach wzrasta rola kogoś określanego mianem Iżyniera Testów, czyli osoba która potrafi programować na tyle by pisać tego typu testy i je utrzymywać, a jednocześnie posiadająca wiedzę nt testowania aplikacji na poziomie umożliwiającym projektowanie odpowiednich scenariuszy i przypadków testowych.

Jak to mówią “potrzeba matką wynalazków”, więc sygnaturka w moim firmowym mailu zmieniła się na SQA & Test Engineer.  Awans? Raczej nie, w sumie od samego początku się tym zajmowałem, ale dopiero podczas jednej z rozmów przy piwie zostało to w pewnym stopniu sprecyzowane. Cytuje Adama: “Wg mnie każdy tester powinien być także inżynierem testów” – po przemyśleniu nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z tym stwierdzeniem. Podczas ciągłych zmian samo przeklikiwanie się przez aplikację już nie wystarczy, niemniej jednak same testy automatyczne nie są w stanie wszystkiego sprawdzić, a gdy ich ilość osiąga pewną krytyczna masę ich utrzymanie staje się zbyt kosztowne i “testerzy górą”, dlatego Tester i Inżynier Testów w jednym to idealne rozwiązanie.

Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia wszystkim testerom, którzy nie zamierzają uczyć się pisania testów. Moje mroczne wizje prawdopodobnie się nie spełnią chociażby dlatego, że znacząca większość projektów nadal jest rozwijana wg. starych metodologi i pewnie jeszcze długo będzie, a metodologie zwinne mało kto potrafi i chce w pełni wykorzystywać.

1 komentarz więcej...

Kurs Selenium

opublikowany przez streser 26, lip, 2009, w kategoriach Agile, Automatyzacja, Praca, Technologie, Testowanie

Na blogu pojawił się jakiś czas temu kurs Selenium. To dopiero początek! W mitycznych wolnych chwilach postaram się go uaktualniać i dopisywać różne ciekawe rzeczy z tym narzędziem powiązane.

Dlaczego oddzielna strona – a dlatego, że jest to narzędzie na tyle rozbudowane, oraz posiadające na tyle dużo możliwości (często trudnych do odkrycia), że warto mu poświęcić osobną stronę. Jeśli chodzi polskojęzyczny Internet ciężko jest znaleźć cokolwiek na ten temat, więc może komuś przyda się to co tutaj zamieszczę… Na razie jest tego niewiele – kilka podstawowych pojęć i sposób instalacji… Wszystko opisuję raczej z pamięci, więc mogą być tam małe błędy… Gdyby ktoś miał jakieś uwagi piszcie na maila… Gdyby ktoś odkrył coś ciekawego w tym narzędziu także proszę o kontakt…

Jak już pisałem Selenium pomimo tego, że jest to Open Source, jest narzędzie niesamowicie rozbudowany, potrafiącym przetestować prawie wszystko co jest w stanie obsłużyć przeglądarka internetowa, a ponadto umożliwia testowanie w różnych środowiskach… Ale o tym wszystkim wkórtce na stronach kursu:)

Selenium jest idealnym narzędziem wspomagającym testowanie aplikacji zarządzanych agile’owo. Świetnie sprawdza się w continues integration. Za jego pomocą można łatwo przetestować większość java script na stronie, do których testy jednostkowe są często traktowane po macoszemu. Jeśłi testy są dobrze napisane i zaplanowane ich utrzymanie wcale nie jest tak kosztowne jak by się to wydawało.

5 komentarze więcej...

Google Wave – Czyli o tym dokąd zmierza Internet

opublikowany przez streser 13, cze, 2009, w kategoriach Technologie, Z zycia

Jakiś czas temu Andy na swoim blogu opisał Google Wave skupiając się na tym jakie to coś może mieć zastosowanie i dlaczego ludzie będą, lub też nie będą korzystać z nowej zabawki od Wujka Google… Postanowiłem spojrzeć na to narzędzie z trochę innej strony. Moim skromnym zdaniem wizjonerzy z Google kolejny raz oddają w ręce szarych ludzików “rewolucyjne” narzędzie. O jakiej rewolucji mowa? Otóż Google Wave jest stanowczym krokiem w kierunki WEB 3.0 – Internetu w maksymalnym stopniu tworzonego przez użytkoników. Google Wave jako otwarte oprogramowanie (jeśli dobrze wszystko zrozumiałem i nic się nie zmieniło) jest niesamowitą podstawą/bazą do tworzenia wielu ciekawych systemów czasu rzeczywistego, których użytkownicy na całym świecie wymieniają… się informacją, poglądami, danymi etc. w bardzo przystępny, szybki i łatwy sposób. Pomysł Wave to w zasadzie nie jest nic czego by do tej pory nie można było znaleźć w Sieci – wiki, maile, wymiana plików, korelacja z blogami czy innymi źródłami, portale społecznościowe etc. niemniej jednak Google zebrało największe sukcesy Internetu i udostępniło je użytkownikom w jednej aplikacji, obsługiwanej z poziomu przeglądarki internetowej, dodając możliwość natychmiastowej reakcji na zmiany – reakcji, która w czasie rzeczywistym będzie przez wszystkich zainteresowanych widoczna.

Google dając innym programistom tak potężne narzędzie ciągnie za sobą (już niepierwszy raz) społeczność współtwórców obecnego Internetu w stronę wspomnianego już WEB 3.0.

W dzisiejszej Sieci niesamowicie ważna jest już nie tyle informacja, co opinia na jej temat. Portale  zabijają się” o komentarze pod swoimi newsami, opinie konsumentów na temat sprzedawanych/reklamowanych produktów etc. Google dało współczesnym wizjonerom niesamowite pole do popisu w tej i wielu innych dziedzinach. Teraz wystarczy pomysł i trochę środków by stworzyć coś nowego, bo w zasadzie rozwiązania same aż się proszą by z nich skorzystać…

Oczywiście należy zaznaczyć, że Google nie robi tego bezinteresownie, z jednej strony uzależniając użytkowników od swoich narzędzi i coraz bardziej przyzwyczajając ich do marki, a z drugiej pewnie już kombinują w jaki sposób wykorzystać niesamowite ilości informacji przepływające falami przez ich nowe zabawki. Jest to idealny przykład na to jak można zarabiać na darmowym oprogramowaniu, ale o tym może innym razem.

Wszystkich zainteresowanych Google Wave odsyłam do obejrzenia prezentacji jego twórców.

Dodaj komentarz więcej...

Dygresja po bliskim spotkaniu z Microsoftem.

opublikowany przez streser 16, kwi, 2009, w kategoriach Praca, Technologie

Zdarzyło mi się ostatnio uczestniczyć w ciekawej konferencji prowadzonej przez dwóch panów z Microsoftu. Tematami konferencji były Sillverlight (o którym kiedy indziej) i oprogramowanie wspomagające pracę ludzi z IT. Prezentacja była przygotowana dla członków krakowskiej grupy Adobers  (www.adobers.org) – ludzi na co dzień związanych z Flash i podobnymi technologiami, niemniej jednak z szybkiej ankiety wynikało, że prawie połowa osób na sali nie była bezpośrednio związana z w.w. technologią. Panowie pokazywali jak fajny jest Silverlight, jak w przyjemny sposób wykorzystywać narzędzia oferowane przez Microsoft (Visual Studio, Blend etc.) do szybkiej współpracy różnych osób zajmujących się projektami, począwszy od programistów, skończywszy na grafikach, designerach a nawet samym kliencie. Wszystko fajnie tylko jakoś zbyt pięknie to dla mnie wyglądało. Skoro MC jest taki fajny i dostarcza takie fajne narzędzia to czemu mało kto z nich korzysta? Chyba każdy ma swoje powody.

Kolejne ciekawe spostrzeżenie – w Krakowie mamy na prawdę dużo osób zaangażowanych w ruch Open Source – padło  wiele pytań w tym kontekście. Jak się okazało bardzo wielu ludzi z IT korzysta darmowych systemów operacyjnych i narzędzi (o czym już wcześniej wiedziałem patrząc na kolegów z pracy – ale pytania zadawane na konferencji pozwoliły mi uogólnić swoje spostrzeżenia). Oby tak dalej.

Moja obecność na tym eventcie nie wynikała czysto z zainteresowania Silverlightem, byłem tam służbowo – moje zadanie to wyciągnięcie jak najwięcej informacji o tym w jaki sposób najtaniej pozyskać wspomniane narzędzia Microsoftu a także licencje na Windowsy etc. Zadanie zakończone sukcesem. Otóż okazuje się że nie taki straszny Microsoft jakim go malują – ta zdawałoby się zadufana w sobie korporacja wspiera, małe i średnie przedsiębiorstwa oferując im różnoraką pomoc, ale nie będę o tym pisał – wszystkie te informacje można znaleźć na stronach www.microsoft.com (tzn. trzeba baaardzo długo szukać, bo niestety projektanci tych stron nie mieli pojęcia o usability i prawidłowym przedstawianiu informacji, a i jeszcze jedno – strony Microsoftu nie działają zbyt dobrze w innych przeglądarkach niż IE) . Dla naszej firmy też udało się znaleźć pewne optymalne rozwiązanie, które pozwoli nam zaoszczędzić trochę na licencjach…

Jeszcze jedno spostrzeżenie inżynierowie a raczej projektanci z Microsoftu skłaniają się powoli w stronę rozwiązań zwinnych, świadczą o tym chociażby narzędzia projektowane w celu zachowania ciągłej współpracy z klientem i silnego rozgraniczenia wszystkich warstw projektu w celu uczynienia ich w pełni niezależnymi od siebie. Kolejnym plusem jest wymuszenie stosowania się programistów i nie tylko do zasad MVC, a także ułatwienie dostępu do dobrych wzorców projektowych. O tych i innych ciekawostkach związanych z technologiami od wujka Billa postaram się napisać w przyszłości, a myślę, że będzie ku temu okazja, gdyż moim nowy długoterminowym zadaniem w firmie jest wdrożenie się w możliwie najlepszy sposób w te technologie. A wszystko w imię zasady “Nasz klient – nasz pan”, niestety (a może stety) rynek rozwija się w wielu kierunkach także w stronę rozwiązań Microsoftu.

1 komentarz więcej...